Pra-Facebook w warszawskim Starbucksie

W ostatnią niedzielę poszedłem, wyjątkowo, do Starbucksa. Przyłączyłem się do setek warszawiaków, którzy wpadają tam nie na kawę, ale obejrzeć towarzyską mapę Warszawy lat 50.

Kolejnego Starbucksa otwarto przy placu Trzech Krzyży, w miejscu, gdzie jeszcze dziesięć lat temu dogorywała kawiarnia Lajkonik. W latach 50. i 60. było to jedno z najmodniejszych miejsc w Warszawie. Bywali tam pisarze, satyrycy, artyści, architekci. Kąśliwy Tyrmand nie mógł sobie w "Dzienniku 1954" oszczędzić uwagi, że Lajkonika zapełniali ci, którzy dzięki talentowi, sprytowi czy przydatności dla reżimu zdołali sobie w szarej bierutowskiej stolicy umościć całkiem kolorowe gniazdko. Mieli samochody, chodzili na kawę, modnie się ubierali, podróżowali.



Było to przed Facebookiem, a nawet przed umasowieniem fotografii. Aby uwiecznić siebie i znajomych, bywalcy lokalu chwycili więc za pędzle i wymalowali na ścianach mapę towarzyską Warszawy. Niestety techniki malarskie nie pozwalają na tagowanie, czyli opatrywanie twarzy nazwiskami, jak na Facebooku. Dziś trzeba więc włożyć trochę wysiłku w ich zidentyfikowanie. Nie wszystkie dowcipy śmieszą. Można sobie jednak wyobrazić, że gdy przy wizerunku dwóch piękności ktoś dopisał "dlaczego stoicie tak daleko od myszki?" (na drugim krańcu ściany widnieje mysz) i odpowiedź "Bo my jesteśmy kociaki", to cała sala leżała ze śmiechu. Trochę tak jak my, kiedy na Facebooku w statusach i komentarzach sadzimy dowcipy i aluzje zabawne tylko dla bliskich znajomych bądź koneserów tego samego serialu.

Gdy Lajkonik ostatecznie odszedł na niebiańskie pastwiska, jego miejsce zajął sklep Escady. Dzięki czujności konserwatora zabytków udało sie uchronić malunki przed zniszczeniem. Zostały jedynie zasłonięte, dzięki czemu po wyprowadzce Escady nadawały się do odrestaurowania.

Nigdy nie przypuszczałem, że napiszę pean na cześć Starbucksa. Tymczasem to dzięki pieniądzom i cierpliwości kawowego imperium można znów podziwiać ten warszawski pra-Facebook. Nigdy też nie przypuszczałem, ze w niedzielne popołudnie wybiorę się właśnie tam i pewnie niejedną osobę jeszcze zwabię. Obok są inne sieciówki: Coffee Heaven i W Biegu. Kawa mniej więcej taka sama i tak samo kosztowna, więc wybór jest oczywisty. Pójdę pogapić się na malowany Facebook.

Starbucks świeci przykładem dla innych marek. Renomę, a w dalszej perspektywie - pieniądze, zyskuje się często nie dzięki hektarom billboardów czy godzinom spotów reklamowych. Są inne metody - niełatwe, nietanie, które procentują przez lata. Warszawski Starbucks stał się wiecej niż sieciową kawiarnią - jest MIEJSCEM, alternatywną atrakcją turystyczną, która długo się nie znudzi. Nie trzeba bylo nic tworzyć. Wystarczyło nie zniszczyć tego, co już było.
Trwa ładowanie komentarzy...